Lubicie ciasteczka? Dajecie je dzieciom? My staramy się wyrabiać w naszym dwulatku zdrowe nawyki i bardzo rzadko dajemy mu kupne ciacha, a jeśli już to z dobrym składem. I wiecie co? Udało nam się to, co wielu uważało za niemożliwe: Niko do dziś nie poznał smaku lizaków, cukierków, żelków, wafelków, batoników, jajek niespodzianek, czekolady...I nawet go do nich nie ciągnie, a poczęstowany przez kogoś, potrafi ugryźć i oddać, albo nawet nie spróbuje. Zatem czym skorupka za młodu... Za to domowym ciachem i ciasteczkami nie pogardzi, dlatego w naszym domu bardzo często pachnie świeżymi wypiekami. Mało cukru i dużo owoców, to proporcje przez nas ulubione, a jeszcze lepiej, kiedy w ogóle możemy pozbyć się cukru. I takie są bananowo-owsiane ciasteczka z żurawiną. Banany dają im słodycz, żurawina lekko kwaśny posmak, a płatki chrupkość. Uwierzycie, że to tylko 3 składniki! Trzy! A skład kupnych? Zazwyczaj lista na 1/3 opakowania z płatkami pod sam koniec.
To co? Pieczemy? Trzy składniki i 15 minut pracy wspólnej zabawy, by wywołać uśmiech dziecka.
My od niedawna cieszymy się nowym sprzętem - robotem
Thomson, który nie dość, że znacznie ułatwia i skraca nam pracę, to jeszcze pozwala, by Niko w pełni zaangażował się w pomoc. Największą frajdę sprawia mu wsypywanie składników i włączanie robota, bo wtedy zapala się niebieskie światełko i jest efekt wow :)